pomału ale żyję.
pełna sił.... bardzo.
nie no ostatni tydzień był beznadziejny. tydzień temu się zaczął taki głupi okres "smutku".
w sensie wszytko mnie irytuje, denerwuje, smuci, i bla bla bla. z moich obliczeń wychodziło że ten beznadziejny humor będzie trwał tylko 72 godz. do niedzieli, a dzisiaj z karoliną podsumowałyśmy że trwało to trochę dużej... znaczy tylko 192 czyli o 120 godzin dłużej.
wyższa matematyka ...
no więc. teraz powinno być coraz lepiej nie? mam taką nadzieję.
no i mam takie głupie rozkminy (podkreśla mi się na czerwono... staram się poprawić. myślałam że źle po prostu piszę słowo "rozkminy"... po prostu...a tu? nie ma takiego wyrazy w słowniku.... jest za to ROZKISZONY. może być? ). może nie głupie, ale takie TOTALNIE bez sensu. TOTALNIE.
bo przecież jeżeli mam szczęście.. nie wiem no. wszystko uchodzi mi na sucho. (tak się mówi? uchodzi?)
jutro przychodzą dziewczynky (tak dziewczynkY)... mam nadzieję że dowiem się o co chodzi... KARTOFLU GŁUPI...
adka nie umie trzymać języka za zębami
bo jest głupia.
i tak wgl to mam parę zdjęć (dokładnie 1) z naszego wspólnego wyjazdu na wakacje.. aż pochwalę się.
oj się działo... codziennie imprezki... jedno mam z hotelu ale.... adka wyszła jak małe różowe prosiątko i nie zrobię jej tego.
szkoda że już to wszystko minęło... ojojojojoj
Humor mi wróci mam nadzieję po jutrzejszym dniu i rozmowie... i kiedy dowiem się w końcu prawdy !!!
jej cóż za tajemniczość... o co chodzi? jakiej prawdy? czy coś się stało?
nic dosłownie nic. pustka.
nic nie wstawiam.
