sobota, 22 marca 2014

yeaaaay. mam głupią ochotę coś napisać. tylko jeszcze nie wiem co. zastanawiam się ^^
wiecie, że jest już wiosna? wiosna w koło , rozkwitły bzyyyyyyy y y y! no może nie do końca, ale jest już blisko. nie stop. jest już kalendarzowa wiosna, ale takiej na żywo nie ma w pełni. nic prawie nie kwitnie (albo jestem ślepa), nie ma jeszcze robaczków (bo prawie wszystkie śpią (albo jestem ślepa)) i nie ma takiej super wysokiej temperatury (albo jestem ślepa). jak świeci słoneczko, termometr pokazuje 27 stopni na słońcu to po jakiego grzyba wieje wiatr? przez niego nie czuć wcale tego ciepła... głupi wiatr. hmm. pomijam fakt, że za każdym razem jak zawieje, mam w buzi 76543 włosów które wcale nie smakują wyśmienicie. kto lubi jeść szampon do włosów? mi nie do końca smakuje, ale o gustach się nie dyskutuje, nie? 
tak samo seler. no jak można to jeść. już kiedyś pisałam o tym... seler. fuj. nawet jak to brzydko się pisze i mówi. blehhh. dalej nie mogę tego przeżyć. przecież selericho psuje wszystko. WSZYSTKO. na serio. w ogóle to po co ktoś coś takiego "wynalazł"? wygrzebał sobie z ziemi: hmmm zjem sobie. bardzo dobre, nazwę to seler. będzie wszystkim smakować (yhy na pewno) no może natalii nie. fuj again. "przecież seler jest taki dobry" smacznego...


+ zdałam sobie sprawę, że warto pracować nad relacjami międzyludzkimi. kontaktami takimi zwykłymi. koleżeńskimi. bo nawet jeżeli zdaje nam się, że dana osoba nie gra ważnej roli w naszym życiu, po jej odejściu (nie mówię o śmierci) jest jednak odczuwana jakaś pustka. zauważyłam to i przepraszam.  w różnoraki sposób się to "ukazuje". jest ich mnóstwo. od wkurzenia (poziom hard) przez zwykłe wkurzenie do złego samopoczucia. może przez to miałam taki głupi humor w tym tygodniu. nie wiem. ale cieszę się, że w miarę wszystko wróciło do normy.
miłej nocy :) albo czegoś tam jeeej <3

czwartek, 13 marca 2014

całkiem fajne jest siedzenie w domu, granie na skrzypcach, oglądanie telewizji, śpiewanie na głos jak i tak zdarte gardło, leżenie w łóżku i (małe) sprzątanie. wszystko z resztą jest wtedy fajne. nawet jakby ktos podstawił wam znoszonego buta np. oli (albo adki lub chociażby wiktora (no niech bedzie)) pod nos to i tak bedzie wam się to podobało bo co??? bo siedzicie w domu i nie chodzicie do szkoły.
w końcu to wszystko pomału się nudzi. przestaje być interesujące. robi się cokolwiek oby szybciej leciał czas. bez sensu. nawet leżenie w łóżku przestaje być super i wszystko boli. od leżenia...
a kiedy myśli się, że w końcu po tygodniu wróci się do ludzi, do głupiej szkoły to nie. każdy ci zwraca uwagę jak głośno kaszlesz, uświadamia ci jak fatalnie wyglądasz, czy po prostu "nie powinno cie tu być". wszyscy są pomocni, wkurzający, a jak było, jak się dzisiaj czujesz, dlaczego nie chodziłaś?  i najgorsze... co robiłaś w domu???
-nie uwierzysz... uczyłam się, indywidualne nauczanie. bo przecież WCALE NIE BYŁAM CHORA.

i ci wspaniali nauczyciele. nie powiedzą ci, że przeszkadzasz swoim kaszlem tylko będą zerkać na ciebie z pogardą i wzdychać za każdym razem kiedy kaszel przerywa ich super pięknie zbudowane zdanie.
tak. świetnie. super.
HISTORIA ŻYCIA.
tak jest chyba prawie, prawie, prawie, prawie u każdego.
pozdro.