dlaczego jestem "skrzypaczką" (taaaaaaaaak.... znaną na całym świecie... (czyt. osiedle, sąsiedzi, przepraszam...), no może nie na całym), a nie perkusistką? doskonale mi wychodzi... walenie głową o ścianę, albo hmm... jak robię herbatę to stukam łyżeczką. Nie lubię tego, ale robię dla samego fanu. taki hardcore ze mnie. taki fan, taka impreza. grubo co nie?
jeeeeeej...jestem zmęczona... światło świeci, lata komar, brązowe krzesło... wiem że łóżko jest pościelone... wzywa mnie, no ale jest godzina 00:56... poczeka do 01:05. czyste szaleństwo... matulu. dzisiaj cała taka rozrywkowa jestem. jutro "wielkie" sprzątanie, później sprzątanie i później sprzątanie.... napięty grafik. w przerwie sprzątanie, a po obiedzie będzie wielkie sprzątanie. to nic że miałam całe dwa miesiące. no ale wakacje, plys bycz... "zrób miejsce na książki, a nie... zaraz się okaże że nie ma gdzie trzymać".
a w niedziele poniesie mnie trochę po wielkim świecie. białystok i te sprawy. długa droga mnie czeka. chyba wezmę koc i patataja bo tyle godzin jechać to, no po prostu jak inaczej. może dam radę. no tak mi się wydaje.
dzisiaj bez żadnego oglądania.... zero supernatural, zero dexter'a, zero zero zero.
żegnam...
* zapomniałam dodać, że między sprzątaniem a obiadem też jest sprzątanie :) <3 love patataj

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz