wiecie, że jest już wiosna? wiosna w koło , rozkwitły bzyyyyyyy y y y! no może nie do końca, ale jest już blisko. nie stop. jest już kalendarzowa wiosna, ale takiej na żywo nie ma w pełni. nic prawie nie kwitnie (albo jestem ślepa), nie ma jeszcze robaczków (bo prawie wszystkie śpią (albo jestem ślepa)) i nie ma takiej super wysokiej temperatury (albo jestem ślepa). jak świeci słoneczko, termometr pokazuje 27 stopni na słońcu to po jakiego grzyba wieje wiatr? przez niego nie czuć wcale tego ciepła... głupi wiatr. hmm. pomijam fakt, że za każdym razem jak zawieje, mam w buzi 76543 włosów które wcale nie smakują wyśmienicie. kto lubi jeść szampon do włosów? mi nie do końca smakuje, ale o gustach się nie dyskutuje, nie?
tak samo seler. no jak można to jeść. już kiedyś pisałam o tym... seler. fuj. nawet jak to brzydko się pisze i mówi. blehhh. dalej nie mogę tego przeżyć. przecież selericho psuje wszystko. WSZYSTKO. na serio. w ogóle to po co ktoś coś takiego "wynalazł"? wygrzebał sobie z ziemi: hmmm zjem sobie. bardzo dobre, nazwę to seler. będzie wszystkim smakować (yhy na pewno) no może natalii nie. fuj again. "przecież seler jest taki dobry" smacznego...
+ zdałam sobie sprawę, że warto pracować nad relacjami międzyludzkimi. kontaktami takimi zwykłymi. koleżeńskimi. bo nawet jeżeli zdaje nam się, że dana osoba nie gra ważnej roli w naszym życiu, po jej odejściu (nie mówię o śmierci) jest jednak odczuwana jakaś pustka. zauważyłam to i przepraszam. w różnoraki sposób się to "ukazuje". jest ich mnóstwo. od wkurzenia (poziom hard) przez zwykłe wkurzenie do złego samopoczucia. może przez to miałam taki głupi humor w tym tygodniu. nie wiem. ale cieszę się, że w miarę wszystko wróciło do normy.
miłej nocy :) albo czegoś tam jeeej <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz