Coś planujecie na Dzień Matki? Zrobiłam ciasto! Dla mamy oczywiście:) Tak ja... jestem z siebie taka dumna. Nigdy nie piekłam ciasta. Bardziej orientuje się w gotowaniu niż pieczeniu. To było wyzwanie, no i nie obyło się bez tupania nogami, krzyczenia na piekarnik (nie pamiętałam jak włączyć...kurde no), paniki że nie zdążę przed powrotem rodziców no i narzekania na włosy które cały czas spadały mi na oczy. Smacznego Mamo <3 Nie żartuje, nie ma tam włosów... chyba
Wczoraj byłam taka zmęczona, cały dzień poza domem i to nie z mojego wyboru. Najlepiej zaszyłabym się w pokoju pod kołderą (tak wiem.... kołderą). No ale nic piątek za mną, sobota w sumie też. A miałam tyle rzeczy zrobić... Nic z tego nie wyszło. Mogę tylko narzekać na brak organizacji mojego czasu. Nie no w sumie zaplanowałam sobie cały dzień. Może... o mam. Cierpię po prostu na dziką odmianę choroby leniviusa niechcemisie- to chyba z łaciny. W sumie nie wiem.
Gadam sama ze sobą, bo co? Wczoraj nie mogłam pogadać z Karoliną. To znaczy nawet do niej nie pisałam. A co... niech sama czasami się pomęczy. (<-wiem że to przeczytasz)
Jutro czeka mnie ponownie ciężki dzień. Ach te życie nastolatka... O matko, fuj co za wyraz "nastolatek". Nie lobię jak go ktoś używa.Albo:
-Okres buntu. To normalne u NASTOLATKÓW!
No co to w ogóle ma być. Nie dość że brzydko brzmi to jeszcze brzydko wygląda (w formie pisanej).
Idę zaraz spać, potem wstanę pewnie w nocy i obejrzę parę odcinków.
Pozdrawiam wszystkich! Nie no, nie wszystkich. Nie pozdrawiam: Klaudii, Kartofl'a, Lenady i Baśki. Ta ostatnia to taka głupia jest że nie wiem normalnie. Nie zadawajcie się z nią. Szkoda czasu na to... yyy na nią.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz