wtorek, 4 czerwca 2013

Biwak

Czekałam na niego od miesiąca. BIWAK. To miało być coś. Nie przeczę, że nie było. Trochę za krótki, trochę mało wszystkie z resztą. Ubaw po pachy... nie przespana cala noc. Jak tak liczyłam mniej więcej (ja+matma=loveforever) nie spałam 36 godzin. Jak i nie więcej. Wiecie jakieś tam małe błędy w obliczeniach zdarzają się największym matematykom (czyt. MI). Poza tym dowiedziałam się wiele ciekawych rzeczy o kolegach i koleżankach z klasy. No i oczywiście poznałam dziewczynę kolegi Sunię. Szczęścia! <3 Zdjęć nie mam. Tzn. mam ale nie na tutaj. Nie chcę obrażać innych i jest zasada. A mianowicie (wiem że nie zaczyna się zdania od "a"): To co było na wycieczce zostaje między uczestnikami wycieczki. Tak brzmi... chyba.
I tak najlepiej to było gdy wstałam dzisiaj rano, żeby zamknąć za mamą drzwi(wychodziła do pracy). Biorę telefon i czytam: 6 połączeń nieodebranych, 8 sms... Czytam, czytam, czytam. To nie ważne, to też, to też... nie to nie!!! Co jest!!! Jaki egzamin? Treść: Jak tam nauczona na egzamin? :)" A ja o matko!!! Jaki egzamin?
Ja już sram w gacie(przepraszam) bo nie wiem o co chodzi? No jak można zapomnieć o egzaminie? I to z pianina? No jak? I TO NIE CHCE SIĘ CHWALIĆ, ALE Z TEGO MOJEGO SRANIA W GACIE (PRZEPRASZAM) WYSZŁO, ŻE MAM 4...z malutkim ogonkiem. TAK 4!!!!
I KTO TU JEST MISTRZEM CO?
MADAFAKA ZIĄ!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz